Anesthesia and the soul Gerald Woerlee recenzja

Anesthesia and the Soul Gerlada Woerlee to jedna z najmocniejszych materialistycznych krytyk idei duszy i doświadczeń NDE.
Chciałem napisać artykuł o Pam Reynolds i jej przypadku NDE, który przez wiele lat po jej śmierci nadal był najlepiej udowodnionym przypadkiem NDE na świecie. Zbierając materiały do tekstów nie bazuję jednak na kilku pierwszych linkach z wyszukiwarki Google. Przeszukałem źródła i wziąłem pod uwagę nie tylko opinie pochlebne, ale też głos krytyków. Zdecydowanie najpoważniejszym krytykiem był właśnie Gerald Woerlee, autor książki Anesthesia and the soul.
Z mojej perspektywy możliwość, że jakiś rodzaj świadomości jest w stanie przetrwać śmierć ciała, wydaje się wręcz oczywista. Nie oznacza to jednak, że każdy argument strony sceptycznej należy z góry odrzucić. Wręcz przeciwnie. Warto go przeanalizować jak najbardziej uczciwie.
NDE, OOBE, „halucynacje schizofreników”, wizje z łoża śmierci — to wszystko przypadki idące już w miliony, które mówią jedno i to samo: „Jest jakiś rodzaj świadomości — nazwij go jak chcesz, który istnieje i wszystko wskazuje na to, że może funkcjonować również bez pomocy fizycznego ciała.”
Można przytaczać teraz dziesiątki badań. Można przytaczać tysiące relacji osób, które same tego doświadczyły. To wszystko nie ma żadnego sensu, jeżeli po drugiej stronie jest ściana.
Taką właśnie ścianę buduje tuż przed swoim nosem Woerlee. Chodzi mi oczywiście o ścianę ignorancji. Woerlee twierdzi, że nie ma prawa istnieć nieśmiertelna dusza ludzka o właściwościach, które są jej przypisywane przez największe światowe religie.
KIM JEST GERALD WOERLEE
Gerald Woerlee to anestezjolog. Jest on autorem książki Anesthesia and the Soul, w której próbuje wyjaśnić doświadczenia bliskie śmierci (NDE) wyłącznie poprzez działanie mózgu i środków znieczulających. To właśnie duża wiedza na temat substancji psychoaktywnych, szczególnie tych używanych przez anestezjologów podczas znieczulenia, doprowadziła go do wniosku, że dusza ludzka nie może istnieć niezależnie od ciała.
Woerlee w swojej książce Anesthesia and the soul próbuje na gruncie nauki i logiki obalić możliwość istnienia „duszy”.
Po co to robi? Bo jak sam mówi — to uwalniające doświadczenie. Woerlee podchodzi do tego tematu w ten sposób, że jeżeli nie ma żadnej nieśmiertelnej duszy, to nie ma też możliwości, żeby ta nieśmiertelna dusza cierpiała przez wieczność w piekle. Skoro więc nie ma nieśmiertelnej duszy ani żadnego Boga, który mógłby nas po śmierci ukarać, to możemy żyć w pełni wolni i szczęśliwi już teraz.
CO Z TĄ DUSZĄ?
Nie chcę skupiać się na tym jak dziwna i w gruncie rzeczy bezsensowna jest wizja „wolności”, którą prezentuje Woerlee. Skupmy się na tym, co w jego książce najważniejsze, a więc na próbie udowodnienia na gruncie nauki, że dusza ludzka istnieć nie może. A przynajmniej istnieć nie może w formie, którą proponują największe światowe religie.
Co więc uznajemy za formę „proponowaną”?
Zdaniem Woerlee według najwiekszych światowych religii dusza ludzka może:
- Widzieć bez użycia narządu wzroku
- Słyszeć bez użycia narządu słuchu
- Zapamiętywać zdarzenia
- Funkcjonować bez użycia ciała fizycznego
Woerlee wymienia w swojej książce więcej punktów, jakie miałaby mieć ta nieśmiertelna dusza, ale nie będę się teraz na tym skupiał. Myślę, że wszyscy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie już po tym skrócie, o co mu konkretnie chodzi.
Następnie na gruncie wiedzy o środkach psychoaktywnych próbuje on udowodnić, że odczucia podobne do tych opisywanych chociażby w przypadku NDE mogą być wywołane przez narkotyki.
I tutaj jest największy problem z p. Woerlee. W zasadzie nie tylko z nim — ze wszystkimi krytykami – materialistami.
PROBLEM MATERIALISTÓW ZE ZROZUMIENIEM POJĘCIA DUSZY
Materialistyczne podejście często przedstawia się jako jedyne dopuszczalne wyjaśnienie tych zjawisk, co samo w sobie jest założeniem filozoficznym, a nie wynikiem eksperymentu. Jest więc tak, jak mówią eksperci — bo tak właśnie mówią. Takie dogmatyzowanie niewiele ma wspólnego z ideą nauki, która powinna podawać status quo pod wątpliwość.
Jeżeli jakiś efekt — jakieś wrażenie – można uzyskać np. Faszerując kogoś dużą ilością narkotyków — to Woerlee uważa, że nie ma możliwości, żeby taki sam efekt był wynikiem chociażby… opuszczenia ciała przez duszę.
To założenie jest po prostu głupie, ponieważ z faktu, że dane doświadczenie można wywołać farmakologicznie, nie wynika jeszcze, że wszystkie doświadczenia tego typu mają wyłącznie biologiczne źródło.
Pojawiają się od razu niewygodne pytania, które — jak się łatwo domyślić — Woerlee próbuje pominąć lub… Ewentualnie stosuje fikołki intelektualne, żeby „jakoś” obronić swoją wątpliwą tezę.
A jakie to pytania?
W literaturze dotyczącej doświadczeń NDE pojawiają się bowiem relacje, które trudno wyjaśnić wyłącznie działaniem mózgu:
- Jak to możliwe, że ktoś, kto fizycznie leży na łóżku w sali szpitalnej, co potwierdzą świadkowie – jednocześnie słyszy autentyczną, weryfikowalną rozmowę, która odbywa się X metrów od szpitala — np. W mieszkaniu tego „nieprzytomnego”?
- Jak to możliwe, że podczas NDE możesz spotkać wśród zmarłych członków rodziny takiego, o którym po prostu nie miałeś wiedzy, że nie żyje?
- – Jak to możliwe, że ktoś, kto miał zamknięte, zasłonięte opaską oczy i był nieprzytomny, jednocześnie widział osobę, która weszła na salę już po tym, jak stracił przytomność i został zabezpieczony? Jak to możliwe, że z zasłoniętymi oczami potrafił opisać ubiór tej osoby?
- Jak to możliwe, że ktoś, kto fizycznie leży na łóżku w sali szpitalnej, co potwierdzą świadkowie – jednocześnie słyszy autentyczną, weryfikowalną rozmowę, która odbywa się X metrów od szpitala — np. W mieszkaniu tego „nieprzytomnego”?
- Jak to możliwe, że podczas NDE możesz spotkać wśród zmarłych członków rodziny takiego, o którym po prostu nie miałeś wiedzy, że nie żyje?
I takiego typu pytania można mnożyć w nieskończoność, ale Woerlee one nie interesują. On nie skupia się na takich drobiazgach.
On skupia się na udowodnieniu za wszelką cenę, że materializm jest jedynym właściwym poglądem. Jak wspomniałem wcześniej, sięga tu po interpretacje, które w mojej ocenie są zbyt daleko idące i logicznie niewystarczające.
NAJWIĘKSZY PROBLEM Z ANESTHESIA AND THE SOUL – WOERLEE
Wydaje mi się, że największym problemem, jaki faktycznie mam z założeniami z książki Woerlee, jest to, że:
– Twierdzi on, że jeżeli jakiś stan można wywołać, podając komuś silne dawki narkotyków, to znaczy, że jest to stan całkowicie fizyczny.
I z takim twierdzeniem ogólnie ciężko się nie zgodzić. Problemem jest jednak to, że podobny stan może mieć miejsce, kiedy tych silnych narkotyków nie podano. To już w niczym Woerlee nie przeszkadza.
Innym założeniem, które wielokrotnie poczynił w swojej książce, jest pogląd, że dusza ludzka powinna wszystko zapamiętywać, zatem pacjent po całkowitym wybudzeniu ze znieczulenia i odzyskaniu pełni świadomości powinien bez problemu przypomnieć sobie, co się działo w trakcie, kiedy podczas operacji stosowano wobec niego np. Technikę izolowanego przedramienia.
Dlaczego argument o pamięci podczas narkozy nie obala istnienia duszy?
To znowu coś, co na pierwszy rzut oka ma sens… Ale jeżeli się nad tym chwilę zastanowimy, to nie ma żadnego sensu.
Żeby to założenie miało sens, świadomość musiałaby działać jak pasywny magazyn danych, do którego mózg ma pełny i nieograniczony dostęp — coś w rodzaju zewnętrznego dysku pamięci. Zatem nasz mózg powinien mieć 100% kontrolę zarówno nad naszym ciałem, jak i nad naszą świadomością.
W takim wypadku faktycznie brak dostępu do tych wspomnień przez nasz sprawny mózg powinien budzić wątpliwości. Tyle tylko, że nikt poza Woerlee nie zakłada, że tak to wygląda.
Najpopularniejszym poglądem wśród zwolenników metafizyki jest ten, że świadomość — czy jak kto woli dusza jest połączona z ciałem ludzkim. Na tym etapie mózg pełni funkcję narzędzia zarządzającego organizmem, zaś świadomość pozostaje tym, co konstytuuje podmiot doświadczenia. Można dla uproszczenia powiedzieć, że my jesteśmy swoją świadomością, swoją duszą — tylko przyczepioną do ułomnego ciała.
W tym najpopularniejszym modelu to nie mózg zarządza „zasobami duszy”, tylko odwrotnie. To dusza jedynie korzysta z tego, co potrafi dane ciało.
Na taki model wskazuje wiele relacji z doświadczeń poza ciałem, w których świadomość zdaje się funkcjonować niezależnie od ograniczeń fizycznego organizmu.
W tej sytuacji, jeżeli mózg z powodu chociażby użycia silnych środków chemicznych nie utworzył sobie dostępu do danego wspomnienia — to go nie pamięta. Nie ma to nic wspólnego z możliwościami duszy. To trochę tak, jak ze snami. To, że po nagłym przebudzeniu z pomocą budzika nie pamiętasz swojego snu, to nie znaczy, że nic Ci się nie śniło. Możliwe, że coś Ci się śniło, ale po prostu tego nie zapamiętałeś. Brak dostępu do wspomnienia nie oznacza, że dane doświadczenie nie miało miejsca — może jedynie oznaczać, ze mózg nie utworzył trwałego zapisu.
Badania nad działaniem środków znieczulających pokazują przede wszystkim ograniczenia ludzkiego mózgu — nie są jednak dowodem na to, że świadomość nie może istnieć niezależnie od niego. Pokazują więc problem z dostępem do doświadczenia, a niekoniecznie problem z samym istnieniem doświadczenia.
PODSUMOWANIE
Czytając powyższe, możesz odnieść wrażenie, że w ogóle mi się ta pozycja nie podobała i teraz siedzę tu niezadowolony i grymaszę. To nie tak.
Uważam, że Anesthesia and the Soul Gerlada Woerlee to świetna książka. Nie zgadzam się jedynie z założeniami autora. Uważam, że tworzy zbyt daleko idące teorie, które w mojej ocenie wykraczają poza to, co da się rzeczywiście wykazać na podstawie przedstawionych danych. Myślę, że tak bardzo chce w niej przedstawić swój światopogląd, że odchodzi od sedna nauki, czyli właśnie badania, dając w zamian dogmaty oparte na wątpliwych uogólnieniach i przypuszczeniach.
Co w tej książce jest mimo wszystko wartościowe?
Jednocześnie autor ma faktycznie dużą wiedzę na temat środków psychoaktywnych — tego nie można mu w żaden sposób odmówić. Rozumie ich działanie i wpływ na mózg człowieka. Mimo, że to materialistyczne podejście, które reprezentuje Woerlee jest mi dalekie, to jednak uważam, że powinno takich książek powstawać jak najwięcej.
Możliwe, że inne publikacje kiedyś, w miejmy nadzieję niezbyt odległej przyszłości faktycznie coś obalą.
Dlaczego jako metafizyk chciałbym, żeby materialistyczna nauka akademicka rozwijała swoje zainteresowanie metafizyką i próbowała obalać jej twierdzenia?
Zarówno w nauce akademickiej związanej z fizyką, biologią czy psychologią, tak samo i w metafizyce czy parapsychologii powinno chodzić o to samo — dążenie do prawdy.
Jeżeli badamy doświadczenia graniczne, to właśnie po to, żeby na gruncie obserwacji odsłonić choćby odrobinę tę zasłonę niewiedzy i zrozumieć choć trochę lepiej to wszystko, co czeka nas po śmierci.
Żeby nie popaść w samozachwyt, dobrze jest konfrontować swoje poglądy ze stroną przeciwną. Woerlee mnie akurat nie przekonał do swoich tez, ale chciałbym, żeby komuś się to udało. Jego książka jest wartościowa z jednego powodu — zmusza zwolenników metafizycznych interpretacji do doprecyzowania własnych założeń.
Jeżeli ktoś kiedyś przedstawi sensowny, poparty konkretnymi badaniami pogląd, który uzasadni istnienie wszystkich tych pozacielesnych zjawisk i jednocześnie wskaże ich całkowicie materialne pochodzenie — będę tą książką niezwykle zainteresowany. Póki co jednak w mojej ocenie tak się nie stało.
Nowoczesny Pustelnik
Komentarze: