Przeznaczenie Dusz – dr. Michael Newton – Recenzja

Przeznaczenie Dusz Michael Newton recenzja



Skończyłem niedawno czytać „Przeznaczenie Dusz” dr. Michaela Newtona. To kolejna po „Wędrówce Dusz” książka tego autora, do której zajrzałem. 



…Przeczytałem z uwagą, bo jak zwykle czyta się to bardzo przyjemnie…I jestem… mocno zawiedziony. 



Nie zrozum mnie źle. „Przeznaczenie dusz” Michaela Newtona to zgrabnie napisana, prawie 600 stronicowa pozycja, którą czyta się naprawdę lekko. Problem w tym, że pierwsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy, to… „stek bzdur”. 



Wprowadzenie i pierwsze wrażenia



We wrześniu 2023 pisałem co myślę o poprzedniej książce autora „Wędrówce Dusz”. Podobała mi się wtedy jej ogólnie ciekawa wizja życia pośmiertnego. Musiałem uczciwie przyznać, że ma jakieś umocowanie w opowieściach z NDE. Byłem wtedy tym tematem faktycznie zainteresowany.



…Pisałem też wtedy, że nie czuję się dostatecznie kompetentny, żeby oceniać metodologię badawczą dr. Newtona i wrócę do tego tematu, kiedy dowiem się więcej. 



Cóż, czas leci a ja…. Dowiedziałem się więcej



Michael Newton Przeznaczenie Dusz – wątpliwa metodologia



Ciężko jest oceniać metodologię badawczą, kiedy w książce dostajemy jedynie starannie wyselekcjonowane przykłady, wyciągnięte przez autora z całego zbioru badań.  To oczywiście konieczne, bo gdyby chciał opisać w książce wszystkie przypadki zahipnotyzowanych przez siebie osób, zapewne książka miałaby jakieś 10 000 stron.



Nie mniej – musimy pamiętać, że „Przeznaczenie Dusz” tak samo zresztą jak „Wędrówka Dusz” to zbiór kilkudziesięciu przypadków starannie wybranych przez autora z całego zbioru. Przypadki te jak twierdzi sam autor są reprezentatywne dla wszystkich badań.



Czy faktycznie są?  Pozostaje nam wierzyć, że tak.



Są jednak sprawy, w które tak łatwo uwierzyć nie umiem.



Hipnoza jako metoda naukowa wciąż w wielu środowiskach jest mocno kwestionowana. Regresja hipnotyczna do poprzednich wcieleń i czasu pomiędzy nimi ma tak wielu zwolenników jak i przeciwników. Ja osobiście nie zamierzam stawać w tej wojnie po żadnej ze stron.



Faktem jest, że cała książka oparta jest na starannie wyselekcjonowanych przez autora przykładach pacjentów, którzy takiej regresji do poprzednich wcieleń się u niego poddali. 



Ja osobiście mam jednak problem ze sposobem prowadzenia takiej rozmowy.



Co dokładnie mam na myśli?



Sugestie i manipulacje w regresji



Najdokładniej rzecz biorąc mam na myśli to, że pacjent, który poddaje się hipnozie jest bardzo podatny na sugestia hipnotyzera. To nie jest tak, że pacjent to jest kaseta, którą hipnotyzer „przewija” do określonego miejsca w życiu, żeby odtwarzała dokładny zapis. Niestety, działanie naszego mózgu jest „odrobinę” bardziej skomplikowane.



Nie jest też prawdą, że wszystko, co powie pacjent podczas hipnozy jest „z automatu” prawdziwe. To błędne założenie bazujące na sporym uproszczeniu. Nie mówię, że pacjenci w trakcie hipnozy świadomie kłamią, chodzi bardziej o fałszywe wspomnienia i kryptomnezję.



O kryptomnezji pisałem więcej w osobnym artykule. Zainteresowanych odsyłam do niego. Tutaj przypomnę tylko w telegraficznym skrócie,  że nasz mózg może „zapamiętać” jakąś bardzo mało istotną dla nas rzecz zasłyszaną od kogoś lub przeczytaną w książce i podrzucić jako nasze własne wspomnienie w trakcie regresji hipnotycznej. 



Właśnie dlatego odpowiedzi pacjentów mówiących o swoich poprzednich wcieleniach należy na ile to możliwe poddawać pod wątpliwość, konfrontować z datami i obiektywnymi faktami historycznymi.



Drugim problemem jest niezamierzona konfabulacja. Kiedy osoba podczas regresji proszona jest o „przypomnienie sobie” czegoś, czego po prostu nie pamięta może dochodzić do sytuacji, w której jej mózg takie „luki” uzupełnia… Tyle, że nie realnymi wspomnieniami, a jedynie wymyśloną treścią. 



I po tym lekko przydługim wstępie z mojej strony dochodzimy do największego zarzutu, jaki mam wobec książki Przeznaczenie Dusz Newtona. 



Czytając nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dr. Newton tak prowadzi te sesje hipnotyczne, by skłonić swoich pacjentów do konfabulacji i wywołać kryptomnezję. 



Skąd to okropne oskarżenie? 



Przeanalizujmy razem kilka sytuacji, z opisanych w książce przypadków. 



Przykład: pacjent widzi piekło



W przypadku 18 pacjent twierdzi, że po śmierci znalazł się w piekle. Twierdzi, że widzi przed sobą samego Szatana. 



Co robi w tym momencie obiektywny badacz, żeby niczego mu nie sugerować i „dowiedzieć się więcej o życiu po śmierci”? 

  1. Prosi o dokładne opisanie sytuacji
  2. Pozwala pacjentowi przeżyć to co widzi i opowiedzieć jak jest
  3. Zaczyna stanowczo przekonywać pacjenta, że nie jest w piekle, a obraz, który właśnie widzi jest fałszywy.



Nie wiem, czy zgadłaś, ale poprawną w przypadku dr. Newtona i opisu przedstawionego w książce „Przeznaczenie Dusz” była oczywiście odpowiedź C. 



Po co dawać pacjentowi możliwość do przekazania tego, co właśnie widzi? Jeżeli wizja taka jest niezgodna z ogólną „pozytywną” narracją to nie, na takie opowieści nie pozwalamy! 



Przykład: księga życia i wymuszona narracja



Weźmy sobie inny przykład, choćby przypadek 30 



Pacjent w trakcie regresji widzi księgę, w której złotymi literami zapisane mają być fakty na temat jego życia. 



Dr. Newton prosi o przeczytanie co tam jest napisane.



Pacjent odpowiada, że tutaj zacytuję: „Nie, nie potrafię tego teraz dokładnie przetłumaczyć…”



Co robi nasz obiektywny badacz, żeby możliwie jak najbardziej zwiększyć szanse na konfabulacje ze strony pacjenta? 



Prosi go, żeby się dokładniej przyjrzał! Może jednak coś przetłumaczy! 



Nie będę się tutaj pastwił nad każdym takim przypadkiem z książki. Twojej uwadze polecam też dokładnie przeanalizować sobie przypadek 17 i 40. To nie są oczywiście wszystkie rzeczy, które mi się w tych rozmowach nie podobały. Myślę, że sam rozumiesz już o co mi chodzi. 



Jeżeli hipnotyzer prosi pacjenta w trakcie regresji o to, żeby „jednak sobie coś przypomniał”, żeby „jednak spróbował przetłumaczyć”, albo żeby „podszedł bliżej skoro czegoś dokładnie nie widzi”(tak, to też było w jednym z przypadków), to w jaki sposób my, prości czytelnicy mamy odróżnić fakty, od konfabulacji? 



Przecież to jest po prostu niewykonalne!



Gdyby to była regresja do poprzedniego wcielenia, ktoś mógłby prześledzić te odpowiedzi, skonfrontować je z historycznymi miejscami, datami jakichś wydarzeń, spisami mieszkańców. Może coś by się potwierdziło, coś obaliło – byłoby o czym rozmawiać. Tutaj mówimy o regresji do „czasu między wcieleniami”, więc nikt niczego sensownie nie będzie mógł potwierdzić lub obalić. 



Właśnie dlatego tego typu badania powinny być prowadzone przy jak największej ostrożności ze strony badacza. W moim głębokim przekonaniu dr. Newton nie postarał się o zachowanie należytej staranności. To niestety odbija się na wynikach badań. 



Niestety – nie mamy wiedzy jako czytelnicy, czy inne, a może nawet wszystkie wnioski dr. Newtona nie pochodzą z  – moim zdaniem – błędnie zebranych podczas seansów danych. 



Chciałbym, żeby było inaczej, ale na ten moment zwyczajnie nie mogę mieć w sobie tego poczucia, że wszystko jest tak, jak być powinno i możemy spokojnie skupić się na wynikach. Moim zdaniem nie możemy. 



Lansowanie „pozytywnej” i „bezpiecznej” wizji świata.



Kolejny temat, który mnie osobiście mocno do książki „Przeznaczenie Dusz” Newtona zniechęcił to jej ogólne „pozytywne” podejście. Czytając nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że autor ma swoją wizję świata, życia pośmiertnego i chętnie usunie wszystko, co do tej wizji zwyczajnie nie pasuje. 



Wcześniej wspomniałem o tym, jak w jednym z opisanych przypadków pacjent powiedział, że po swojej śmierci widział Szatana. –  dr. Newton natychmiast mu przerwał, żeby przypadkiem nie powiedział za dużo i poddał te słowa w wątpliwość zapewniając, że to musi być fałszywy obraz. 



To jednak nie wszystko. 



Autor w ogóle usiłuje utrzymać taką „pozytywną” narrację całej książki, która miałaby powiedzieć czytelnikowi, że zła nie ma, „złe” duchy nie istnieją, demony nie istnieją… W zasadzie nic, co złe – nie istnieje. 



…A nawet jeżeli istnieją dusze złych ludzi –  jak chociażby Hitlera, to to nie jest tak, że one po śmierci są „złe”… One zostaną naprawione, albo pójdą w miejsce odosobnienia….



…I to wcale nie będzie „kara” bo nie ma żadnych kar! To tylko tak… Wiecie…. Z własnej woli…



W ogóle to wszystkie istoty niematerialne są albo dla nas neutralne, albo dobre lub bardzo dobre. Wszyscy chcą dla nas dobrze, nikt nie chce źle…



…A nawet, jak ktoś jednak chce źle – to nie jest tak, że to jakieś osobowe zło. To pewnie jakieś niesforne dusze, które sobie psocą. 



Ja oczywiście rozumiem, że „pozytywna” wizja świata jest miła, przyjemna i może zwiększyć sprzedaż książek… Ale stoi w bardzo mocnej opozycji do badań Jerrego Marzinskiego, prof. Kermala Irmaka, wizji Swedenborga, czy kontrowersyjnej, ale rownież ciekawej książki, którą napisał Paul Misraki.  



Nie chodzi o straszenie – chodzi o fakty



Jestem OSTATNIĄ osobą, która chciałaby kogokolwiek straszyć. Nie popieram i nie chcę tworzyć przed Tobą wizji świata pełnego demonów i innych „złych duchów”, którą lubią przedstawiać największe obecnie religie. 



…Chciałbym jednak na tyle, na ile jest to możliwe trzymać się faktów.



A fakty są takie, że według Światowej Organizacji Zdrowia to, co współczesna  „nauka akademicka” określa jako schizofrenię dotyka już około 24 milionów ludzi! 



Jeżeli masz to szczęście, że nie słyszysz atakujących Cię głosów najprawdopodobniej albo masz kogoś takiego w najbliższej rodzinie, albo przynajmniej znasz osobiście chociaż jedną taką osobę! 



Faktem jest, że na świecie są specjaliści, którzy w jak najbardziej systematyczny i nie związany z żadną religią sposób pracują z osobami słyszącymi głosy. Są na ten temat opracowania naukowe, są na ten temat książki, są setki świadectw osób, u których ta praca przyniosła pozytywne efekty.



Trzeba uczciwie przyznać – opętania to wyjątkowo skrajna sytuacja. (Mimo tego, że tak popularna.) Znacznie więcej osób doświadczało wielu innych „nieprzyjemnych” sytuacji związanych z aktywnością paranormalną. Dla niektórych było to niepokojące poczucie bycia obserwowanym, cienie widziane kątem oka, pukania, stukania gdzieś w pustym domu. Jest mnóstwo relacji o podrapaniach osób, które udały się na „łapanie duchów”. Powtarzających się koszmarach sennych, czy atakach zjaw nazywanych przez współczesną naukę akademicką „halucynacjami związanymi z paraliżem przysennym”.



(Więcej o tym wspominałem w moich artykułach o archontach, Jerrym Marzinskim i jego książce An Amazing Journey Into The Psychotic Mind.) 



Raz jeszcze – żebyśmy się naprawdę dobrze zrozumieli. 



Ja nie twierdzę, że powinniśmy się bać. Nie twierdzę nawet, że jest się czego jakoś specjalnie bać. Nie zamierzam Cię straszyć! Chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że jeżeli mamy badania, mamy opowieści idące w dziesiątki milionów przypadków i zajmują się tym całkiem poważnie zarówno psychologowie jak i psychiatrzy – to BARDZO ciężko mi uwierzyć w twierdzenie, że akurat dr. Newton nie znalazł żadnego takiego przypadku wśród tysięcy swoich pacjentów. 



To byłoby naprawdę zaskakujące! 



Oczywiście jak to zwykle w takich sytuacjach nie zabrakło forsowania teorii o rzekomo „zaburzonej aktywności mózgu niezrównoważonego człowieka.”. 



Oczywiście – dr. Newton ma pełne prawo do swojej własnej opinii na ten temat. Tak samo jak Ty czy ja. Nie zmienia to jednak faktu, że w książce, która aspiruje do w miarę obiektywnego pokazywania nam, prostym ludziom tego, co nieznane – takie usilne forsowanie tej „przyjemniejszej” wizji świata z całkowitym pominięciem zła wydaje mi się mocno naciągane. 



Ktoś mógłby teraz powiedzieć „hola, hola – może naprawdę dr. Newton w swoich tysiącach badań po prostu nie spotkał się ze złem? Może naprawdę nie ma nic złego, a wszyscy badacze, którzy to „coś złego” mieli znaleźć się po prostu mylą?”



Oczywiście błędy zdarzają się zawsze i wszystkim. Bardzo możliwe, że badacze, których prace są mi zdecydowanie bliższe, niż prace dr. Newtona  nie mają w jakimś zakresie racji. Uważam jednak, że dziesiątki tysięcy niezależnych od siebie przypadków odnotowanych w różnych krajach, okresach historycznych i kontynentach pokazują, że „coś” jest na rzeczy.  



…I nie widzę powodu, dla którego to „coś” miałoby się nie ujawnić w ramach pracy dr. Newtona. 



Taka możliwość oczywiście istnieje. Ja jednak patrząc na książkę jako całość odnoszę wrażenie, że to nieznalezienie niczego złego było u dr. Newtona niestety intencjonalne. 



Nawet w jednym z opisywanych przypadków (który o ironio opisał właśnie po to, by przekonać nas, że demony nie istnieją) pacjent podczas hipnozy opowiadał o wizycie w piekle. Dopiero pod usilnymi namowami dr. Newtona zmienił zdanie i zaczął „widzieć co innego”. 



Jak można wierzyć w wartość badawczą przygotowanych w taki sposób przypadków?!



Co mimo wszystko warto docenić?



Czytając moje narzekanie masz pełne prawo odnieść wrażenie, że Przeznaczenie Dusz Newtona mi się po prostu nie podobało i nie widzę w tej książce żadnych zalet. To nie tak! 



Nadal uważam, że regresja hipnotyczna prowadząca do „miejsca między wcieleniami” to bardzo ciekawa metoda badawcza! Jestem też przekonany, że to, co zdobędziemy właśnie z takich sesji hipnotycznych to bardzo wartościowa wiedza! 



Nadal uważam też, że metoda ilościowa, w której zestawiamy ze sobą dziesiątki, setki lub tysiące przypadków nieznanych sobie osób, które podczas hipnozy mogą opowiadać zbliżone do siebie fakty… Jest prawdopodobnie najlepszą metodą badawczą.



Oczywiste jest dla mnie, że jeżeli tysiące osób, (które na co dzień się ze sobą nie znają) poddanych hipnozie opowiadają w miarę spójną wizję świata – to COŚ w tym musi być! Jeżeli wizja ta nie różni się znacząco niezależnie od wieku, poziomu wykształcenia, wiary czy regionu, w którym wychowali się pacjenci, to COŚ w tym wszystkim musi oczywiście być! 



Myślę, że regresja hipnotyczna do stanu przed narodzinami to bardzo dobra, ciekawa metoda badawcza. Jestem przekonany, że powinna ona być dalej rozwijana i udoskonalana przez naśladowców dr. Newtona. Możliwe, że kiedyś przyniesie istotne dane, które będzie można brać za materiał do poważnych rozważań na temat tego, co czeka nas po śmierci i po co żyjemy… Po prostu tej książki nie mogę tak odebrać.



Książkę kupiłem za własne pieniądze. Wpis wyraża prywatną opinię autora i nie był w żaden sposób przez nikogo sponsorowany!


Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *